Szukaj

Wpisy z tagiem
książka

Jak Stephen King „To” robi, że się NAPRAWDĘ BOJĘ?

Pamiętam, że kiedy przeczytałam „To” Stephena Kinga, miałam 16, może 17 lat. Były wakacje: lato w pełni, przerwa od szkoły, pierwsze wielkie imprezy, miłości i te sprawy. Sięgnęłam po tę książkę, bo usłyszałam od kilku osób, że wciąga, przeraża, sprawia, że nie możesz spać po nocach. Serio? – pomyślałam sobie. Czy słowem pisanym można sprawić, że ktoś tak się wystraszy? Można. Nie tylko nie mogłam zasnąć, ale w nocy bałam się nawet iść do łazienki, bo miałam wrażenie, że w rurach kanalizacyjnych czyha klaun, który rozerwie mnie na strzępy. Tak, przypomnę raz jeszcze – miałam 17 lat, nie 9. A dziś wiem, że książka potrafi przerazić tysiąc razy bardziej niż film czy obraz, bo to niedomówienie, ta niepewność są najgorsze. Nasza wyobraźnia potrafi wypełnić ową pustkę rzeczami niesamowitymi. Film aż tak nie przeraża. CZYTAJ WIĘCEJ

Książki, które przeczytałam w lipcu

Ostatnio nie czytam tyle, ile wcześniej z prostego powodu: kiedy tylko mam luźniejszą chwilę, dopadam jakiś francuski magazyn, wybieram artykuł, który mnie interesuje i szlifuję język. W końcu trzeba się jakoś dogadać, a metoda małych kroków jest najlepsza. Regularnie wyznaczam sobie jakieś małe cele i staram się je realizować. Dziś np. poszłam z Nelką do lekarza i nawet na moment nie przeszłam na angielski. Postanowiłam dukać, wstawiać yyyyyyyy, ale nie poddać się, dopóki się z lekarzem rozumiemy. Udało się! Mała misja wykonana. Na początku odczuwałam jakąś taką dziwną presję: muszę jak najszybciej się nauczyć jak największej ilości rzeczy. Kiedy do tego doszła praca, treningi, nieprzespane noce i fakt, że Nelka jest cały czas z nami w domu – po paru tygodniach można było oszaleć. Dlatego teraz na spokojnie, po malutku staram się uczyć, bez spinki i bez stresu i to przynosi dużo lepsze efekty, a mnie wprawia w dobry nastrój. Ale o tym, kiedy indziej, bo już korci mnie, by przygotować kilka tekstów, które i Wam mogą pomóc uczyć się języka w przyjemny sposób. Dziś będzie o książkach, które udało mi się wcisnąć gdzieś pomiędzy ćwiczenia z gramatyki i artykuły o „La joie” i innych takich. Gotowi? Oto mój lipcowy zestaw!
CZYTAJ WIĘCEJ

Czego słucham, kiedy biegam? Kilka słów o audiobookach!

Dzisiaj podliczyłam, że biegam regularnie od 6 lat. Owszem zdarzały się kontuzje, choroby, porody i inne takie, ale generalnie, odkąd poczułam, na czym polega urok przebierania nogami, nie mogę przestać. 6 lat to nie jest dużo. Znam ludzi, którzy biegają już od kilkudziesięciu. Tak sobie jednak myślę, że te 6 lat to tak w sam raz: z jednej strony jeszcze doskonale pamiętam trudne początki i wszystkie pytania, na które chciałam znać odpowiedzi, z drugiej, zdążyłam już popełnić dużo błędów, poczuć smak zwycięstwa, zobaczyć, co przynosi efekty, a co się nie sprawdza – przynajmniej w moim przypadku. Gdyby tak podliczyć te wszystkie kilometry i przede wszystkim GODZINY, które spędziłam w biegu, to wyszłaby całkiem przyzwoita sumka. Wciąż przechodzę przez różne fazy: czasem aż mnie roznosi, a kiedy indziej kompletnie mi się nie chce. Jednego dnia marzę o ambitnych startach, nowych życiówkach, trudnych trasach w górach, innego mówię, że już nie chcę żadnego planu treningowego, tylko chcę biegać dla przyjemności. Tak po prostu. Wciąż testuję, szukam różnych rozwiązań, które sprawią, że każdy trening będzie mi dawał jeszcze więcej przyjemności, albo wnosił coś ekstra do mojego życia. Ostatnio bawię się w audiobooki i o tym chciałam Wam dzisiaj opowiedzieć.  CZYTAJ WIĘCEJ

Czy my się starzejemy?

Sobota wieczór. Warszawa tętni życiem. W knajpkach, na ulicach, w klubach – tłum rozbawionych ludzi. Patrzę na prawo, Nelka smacznie śpi. Mogłabym poprosić mamę, żeby rzuciła na nią okiem i wyskoczyć z domowych pieleszy. Wbić się w jakąś sukienkę, zamówić ulubionego drinka, gadać do białego rana, a potem tańczyć na barze. Ale nie chcę. Ja naprawdę uwielbiam te wieczory, kiedy mała zaśnie o przyzwoitej porze, a ja mogę się położyć z książką albo obejrzeć dobry film, a potem wstać o 6:30 i mieć energię do działania na cały dzień. Może nawet zacząć od porannego treningu? Wyciągam się wygodnie w łóżku, wklepuję w twarz krem nawilżający i przewracam kolejną stronę powieści, w którą zdążyłam się wkręcić. Przychodzi sms od kolegi: „Chyba się starzeję skoro wybieram opcję przejrzenia blogów, porannego treningu i regeneracji przed ciężkim tygodniem zamiast randki z kolejną nieznajomą” i tutaj zdjęcie atrakcyjnej pani ubranej tylko częściowo;) Śmieję się po cichu, żeby nie obudzić Nelki. No właśnie, czy to, że my na serio chcemy tak spędzać czas, oznacza, że się starzejemy? CZYTAJ WIĘCEJ

Najlepsza książka, jaką od dawna czytałam!

Znasz to uczucie, kiedy omiatasz wzrokiem kolejne zdanie i nie możesz się powstrzymać, żeby go nie zaznaczyć, nie przepisać gdzieś, nie odczytać komuś na głos i podzielić się mnóstwem emocji, które właśnie w Tobie wywołało? Są takie książki, które oczarowują Cię już od samego początku i nie jest to chwilowe zauroczenie, które za chwile minie. Wręcz przeciwnie, z każdą kolejną stroną coraz wyraźniej dostrzegasz geniusz autora i masz takie ciche marzenie, że ta lektura nigdy się nie skończy. Dawkujesz sobie tę przyjemność, nie połykasz jej w całości, tylko przez kilka dni smakujesz ją kawałek po kawałku. Wczoraj niestety zakończyłam moją ucztę, ale było to tak przyjemne doznanie, że postanowiłam nie czekać do końca miesiąca na zestawienie książek, które przeczytałam w lipcu, tylko podzielić się z Wami już dziś tym wszystkim, co mam teraz w głowie. CZYTAJ WIĘCEJ